Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 marca 2016

Dziewczyna o siedmiu imionach Hyeonseo Lee

Fantastyczna i straszna.

Kolejna po Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności historia dziewczyny, której udało się wydostać z komunistycznego piekła. 

Tak się złożyło, że obie autorki wychowały się w tej samej miejscowości, Hyesan, którą od Chin oddziela zaledwie rzeka. Ich ucieczki dzieli dekada, jednak nic się w tym czasie nie zmieniło ani w ich ojczyźnie, ani w Chinach, przez które prowadzi droga uciekinierów do Korei Południowej. Ich losy były nieco odmienne tylko wyłącznie dzięki przypadkom, ale równie zawiłe i dramatyczne.

Hyeonseo właściwie nie uciekała. Chciała tylko w przypływie młodzieńczego buntu dostać się do rodziny zamieszkałej w Chinach i wrócić. Sądziła, że za kilka dni będzie z powrotem w domu. Nie dość, że do domu nigdy nie wróciła, to zjednoczenie się z matką i bratem zajęło jej dwanaście lat; dziesięć spędziła w samych Chinach. 

Korea Północna. Kraj, w którym za zwinięcie papierosa na gazecie z artykułem o rodzinie Przywódcy można zostać skazanym na obóz pracy. I nigdy już z niego nie wrócić. Kraj, w którym, żeby przeżyć, trzeba łamać prawo - ryzykując życiem. Kraj, w którym trzeba myśleć wyłącznie o sobie, chociaż jednocześnie coś takiego jak indywidualizm nie istnieje.

Zatrważające, że książka nie jest wymysłem bujnej wyobraźni jakiegoś pisarza. Tę historię napisało samo życie.


Wydanie: Prószyński i S-ka, 2015
Tłumaczenie: Julia Szajkowska
Tytuł oryginału: The Girl with Seven Names

sobota, 6 lutego 2016

Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności Yeonmi Park

Przyznaję się do ignorancji: nigdy nie mogłam zapamiętać, która Korea jest która: która ta zła, a która - w drodze kontrastu - dobra. Informacje o nich istniały gdzieś na pograniczu mojej wiedzy, ale nie zakotwiczyły się nigdy głębiej.

Teraz już na pewno ich nie pomylę.

Chciałabym napisać, że to świetna historia, którą czyta się lekko i przyjemnie. I właściwie nie minęłabym się z prawdą. Ale jednocześnie nie sposób napisać o tej książce w ten sposób. Bo życie w Korei Północnej to dramat i muliste dno. To mury i zasieki dla wolnej, krytycznej myśli. Koszmar niepojęty dla Europejczyka.

Podział na klasy, karne obozy pracy, obozy reedukacyjne, łapówkarstwo, do tego skrajne ubóstwo i  - nie sposób uniknąć tego szumnego określenia - wszechobecna propaganda. Nie wiem, jak inaczej opisać propagandę tej skali, która przemyca swoje idee nawet w zadaniach matematycznych uczniów, w piosenkach, nie mówiąc o radiu i telewizji. Zaciemniająca umysły, hamująca rozwój, zastraszająca.

"Ptaki i myszy słyszą twoje szepty".

Koreańczycy z Północy, jakich opisała ich Yeonmi, to, w europejskich standardach, ludzie bez przyszłości. Nieustanna walka z życiem, o życie i o przeżycie jest, przynajmniej w najniższych klasach, właściwie jedynym zajęciem. Żeby przeżyć, nie wystarczy legalna praca. A i tak szczęściarzem jest ten, kto ją ma. Szczęściarzem ten, który w ogóle ma szansę na edukację.

"Wyobraźcie sobie, że Bóg Ojciec to Kim Ir Sen, a Jezus to Kim Dzong Il".

Chociaż ucieczka z tego ateistycznego, zduszającego wszelką indywidualność kraju była drogą przez kolejne ludzkie słabości i występki, autorka nie wypiera się swoich korzeni ani tego, co ją spotkało. Wie, że to część tego, kim jest dzisiaj. Każdy etap jej podróży - Korea Północna, Chiny, w końcu Korea Południowa - zostawił w niej ślad, zmienił ją i nauczył nowych metod przetrwania, a w końcu: nowego życia.

"Przeżyć" to właściwie historia z happy endem, ale zgrozą napełnia fakt, że dziesiątki milionów  ludzi nadal żyje w tym absurdalnym świecie żywcem wyjętym z "Folwarku zwierzęcego", z którego i od którego dla większości nie ma ucieczki.


Wydanie: Czarna Owca, 2015
Tłumaczenie: Tomasz Wyżyński
Tytuł oryginału:  In Order to Live: A North Korean Girl's Journey to Freedom